Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
27 postów 13 komentarzy

Z prawej strony

Piotr Jakucki - dziennikarz, publicysta

Wasze matki, wasi ojcowie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Protasiewicz i Nałęcz wyrażają stanowiska PO i prezydenta, a to znaczy, że jest przyzwolenie polskich władz na szkalowanie Armii Krajowej.

 

Mimo protestów ambasadorów RP w Waszyngtonie i w Berlinie oraz sprzeciwu środowisk kombatanckich władze TVP postanowiły jednak pokazać 17, 18 i 19 czerwca niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym partyzanci z Armii Krajowej m.in. wydają Niemcom przewożonych do obozu Żydów.
 
Niby nic nowego, tyle już w końcu było o „polskich obozach koncentracyjnych”, czy „antysemityzmie” Polaków w filmach takich jak choćby „Pokłosie”, czy książkach Grossa. Jednak tym razem to już zacząłem się zastanawiać: protestować, czy nie protestować, albo inaczej – jak to robić, by odnieść jakiś skutek.
 
Na władze telewizji publicznej, która ma podobno „misję” nie działa złożenie przez kombatantów z Pomorza – ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych – zawiadomienia do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o możliwości popełnienia przestępstwa przez Telewizję Polską polegającego na publicznym „pomówieniu/zniesławieniu/oskarżeniu setek tysięcy zmarłych i żyjących członków AK oraz w konsekwencji milionów Polaków”.
 
Na TVP nie robi wrażenia również opinia ambasadora RP w Stanach Ryszarda Schnepfa, który powiedział, że „jako ambasador Polski, jako historyk, ale także jako syn osób, które ratowały Żydów z warszawskiego getta, stanowczo protestuje przeciwko takiej wizji historii”.
 
Gdy jednak posłuchałem opinii Jacka Protasiewicza, przedstawiciela partii rządzącej, że film wcale nie jest o AK i nie jest antypolski oraz oceny prezydenckiego doradcy ds. historii i dziedzictwa narodowego, Tomasza Nałęcza, że „pokazanie filmu umożliwia sobie wyrobienie własnego zdania”, to przestałem się dziwić. W końcu Protasiewicz i Nałęcz wyrażają odpowiednio stanowisko Platformy Obywatelskiej i rządu z premierem Donaldem Tuskiem oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego, a to znaczy, że jest przyzwolenie polskich władz na szkalowanie Armii Krajowej. Jeśli i prezydent i partia rządząca dają glejt na spotwarzanie Polaków i wybielanie Niemców, to tylko sąsiadom zza Odry pogratulować, bo polityka historyczna Niemiec odnosi takie sukcesy o jakich się Niemcom nie śniło.
 
W latach 50. Adolf Benzinger, o czym pisałem w jednym ze swoich tekstów, wymyślił nazwę „polskie obozy koncentracyjne” rozmywającą winę Niemców za zagładę milionów ludzi w czasie II wojny światowej. Ostatnio w ramach przebudowy niemieckiej świadomości w telewizji ZDF w porze największej oglądalności wyemitowano wspomniany serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, z którego ma wynikać, że za Holokaust wcale nie byli odpowiedzialni Niemcy. Tytułowe „matki” i „ojcowie” to pięcioro młodych Niemców z Berlina, którzy w wojnę zostali uwikłani, przez nią – jak np. Charlotte, która wydaje w ręce SS żydowską pielęgniarkę – zdeprawowani, i tak naprawdę stali się jej ofiarami. Polacy pokazani w filmie są od Niemców gorsi. AK-owcy mogą uwolnić ludzi wiezionych do obozu zagłady, ale gdy tylko widzą, że w transporcie śmierci znajdują się Żydzi, to jako antysemici już tego nie robią.
 
A publika za Odrą to łyka. Magazyn „Stern” opublikował w ubiegłym roku wyniki sondażu, z których wynika, że aż 65 procent Niemców nie uważa, by ich kraj ponosił jakąś szczególną odpowiedzialność za zbrodnie II wojny światowej. Nieźle, że ponad połowa już wierzy w „nazistów”, ale czy nie może być jeszcze lepiej? Toteż emisji filmu „Nasze matki, nasi ojcowie” towarzyszyła z rozmachem prowadzona w niemieckich mediach kampania promocyjna, z dominującym przekazem, że ten serial to jeden z najważniejszych dokumentów historycznych na temat wojny, autentyczny obraz tamtego czasu, który trzeba poznać, a jedna z gazet napisała, że ten film to „pomnik postawiony matkom i ojcom”. Rzeczywiście, z tym pomnikiem coś jest na rzeczy, w końcu za zagładę odpowiedzialni są ci tajemniczy, bezosobowi „naziści”. Wspólnie z Polakami.
 
Niemcy prowadzą konsekwentnie swoją politykę fałszowania historii, w końcu jak pisał Orwell w swoim ponadczasowym „Roku 1984”: „Kto kontroluje przeszłość kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość”. Jaką politykę prowadzi się u nas skoro prezydencki minister Tomasz Nałęcz mówi , że film „Nasze matki, nasi ojcowie” można pokazać w polskiej telewizji, żeby widzowie sobie wyrobili pogląd. Czy niemiecka telewizja publiczna ZDF pokazałaby w ogóle film szkalujący w najmniejszym stopniu Niemców, żeby niemieccy widzowie „wyrobili sobie opinię”, i czy taki film mógłby w dodatku publicznie rekomendować doradca kanclerz Angeli Merkel, czy minister w jej rządzie? No właśnie… I w takich chwilach zastanawiam się nad ich matkami i ich ojcami, czy na pewno przegrali.
 
 
tekst ukazał się na portalu stefczyk.info

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930